Opowiadanie – Chłopaki nie płaczą cz.1 i 2

Chłopaki nie płaczą cz.1

W naszym społeczeństwie pokutuje od zawsze mit  ‚Chłopaki nie płaczą’…
Kto do wymyślił? Facet w nieskazitelnie czarnym garniaku, z wąsikiem a’la młody Al Capone, wyglądający jak alfons z lat 80’ (Sorry Czaruś bez urazy brachu).
Co za bzdura .. ale powoli nie uprzedzajmy faktów…

Kolejna bransoleta była zakupiona pod wpływem… nie, nie alkoholu, choć zawsze czuję się podobnie po tym ‚zażyciu’, ale pod wpływem 3minutowego zażywania obecności Pani Kasi, naszej sekretarki, której uroku i wdzięku nie umiałbym opisać, nawet gdybym był Mickiewiczem i Homerem w jednej osobie.  No chyba że byłbym Homerem Simpsonem 🙂… wtedy opisałbym to jednym słowem, a właściwie nawet nie słowem … fiuuuuuuuuuuuu …. fiuuuuuuu – gwizdem…

Ale do rzeczy.
Wpadam rano do roboty, włos zmierzwiony artystycznie (p. Kasia maluje nie tylko paznokcie, ale i obrazki na szkle – taki mi kiedyś wyznała, tzn. nie mi osobiście, to byłoby za duże szczęście i mógłbym potem mieć zawał serca albo coś, ale usłyszałem przypadkiem w kuchni i od tego czasu pozuję na artystę – krawat krzywo, spodnie dzwony, sweter z łatami, i te sprawy …). Zatem włos jak Picasso, pachnący wodą kolońską (tak, tak, tą radziecką, zapewne jeszcze z epoki wczesnego Gierka, kiedy to teściowa jeździła na przemyt).

Wpadam, podpisuję listę, roztaczam wokół siebie ducha bohemy artystycznej z lat ‚dzieci kwiatów’ i staram się wyglądać na najbardziej zblazowanego artystę w całej firmie co to nic innego nie robi tylko na szkle maluje całymi dniami, popijając przy tym absynt i paląc ziele.

I nagle słyszę:

– Panie Marcinie … Podoba mi się pana ostatnia bransoleta ta, która pan zakłada do niebieskiej koszuli ale też lubię Pana w różu. Nie myślał Pan o tym żeby zakupić jakąś bransoletę pasującą do różowej koszuli? Mam pan taką jedną ale tak rzadko Pan w niej chodzi.
Tzn., sądzę że tak powiedziała, bo mało co pamiętam, ale różowa koszula i bransoleta były tam na pewno.

No ale… kupić łatwo.. tylko jak wytłumaczyć to mojej lepszej połowie? :-

– Kochanie… – zacząłem wieczorem – czy mi się wydawało czy też Waldek miał nową ozdobę na ręku?
– A tak, miał. Dziwię się, że zauważyłeś. Nową i kolorową. Fajna, nie?
– A bo ja wiem… taka kolorowa… do czego to pasuje?
– No niebieskie do niebieskiej koszuli. Mógłbyś sobie kupić, tak lubisz niebieskie koszule
O, kurcze – rozmowa idzie w złym kierunku 🙁
– Yyy… niebieska… jak już muszę to może bordowa, wiśniowa coś takiego? Do różowej ..
– Do różowej – spojrzała podejrzliwie – Przecież róż to nie dla Ciebie – sam mówiłeś. Chociaż ja uważam ze wyglądasz zabójczo.
– Oj.. no wiesz… chciałbym Ci zrobić przyjemność (to że akurat dzieje się to niejako ‚przy okazji’ robienia przyjemności komuś innemu dyplomatycznie przemilczałem) …. to co? – Wybierzesz mi jakąś? Bo ja to taki z deka zagubiony na tym necie jestem.

I tak oto poszło zamówienie na moją drugą bransoletę. Yesssss 🙂

Chłopaki nie płaczą cz.2

 

Paczka przyszła niesamowicie szybko (jednak nieźli są w te klocki). Znów zapakowana pancernie, w związku z tym nie obeszło się bez pomocy narzędzi gospodarczych. Tym razem jednak listonosz przyniósł ją do domu (wolę nie słuchać głupich komentarzy pana Józia). Miałem też pod ręką nożyczki i zrobiłem to w cywilizowany sposób, uważając przy tym, aby nie porysować chromowanego pudełka, które tym razem posłuży mi jako schowek na haczyki na ryby – uśmiechnąłem się do siebie. O jest i długopis w prezencie 🙂

Bransoleta była piękna. Skórzana, pachnąca dzikością, naturalnie barwiona w kolorze wiśniowym z przeszyciami. Postanowiłem przymierzyć do koszuli i przygotować się na jutro do pracy.

– Kochanie – gdzie moja różowa koszula – zapytałem słodkim głosem.

W szafie, razem z resztą prasowania – odkrzyknęła z kuchni. (Pociągnąłem nosem – aceton, znaczy się domowe SPA dla paznokci. Kolację będę robił sobie sam coś mi się wydaje 🙁 )
O żesz… nie uprasowana…. yyy….
– A co, potrzebujesz jej? Bo będę prasować dopiero w sobotę.

Spojrzała na mnie znad swoich cudownych paznokci, które jeszcze dziś wieczorem pewnie wypróbuje na moich plecach… albo może i nie, jak szybko czegoś nie wymyślę…
– Wiesz… założyłem się z chłopakami że przyjdę jutro na różowo… – zełgałem
Wyjrzała z kuchni, obcięła z góry na dół podejrzliwie… yyy… jednak zna mnie dobrze bestia i wie kiedy kręcę… ale nic nie skomentowała.
– To sobie uprasuj…
– Yyyy… a gdzie jest żelazko?
– Jak to gdzie? Tam gdzie zawsze.
yyyy… a gdzie jest ‚zawsze’
znów wyjrzała – Co Ci jest?

No to ja na to że zakład, że chłopaki, że róż, że bransoleta, że prasowanie, że kolacja, że dziś się postaram i będzie jak zechce i w ogóle obiecałbym cokolwiek żeby się dowiedzieć gdzie to żelazko.
– Tammmm…… wskazała swoim wypielęgnowanym paznokciem na szafę.
No dobra, żelazko jest, deska jest, koszula jest – nie powinno być problemu.

Po godzinie walki z jedną koszulą, okazało się ze problem jest… jak to uprasować żeby:
a) pracując rękawy nie narobić zakładek na koszuli,
b) prasując przód nie zaprasować rękawów,
c) prasując kołnierzyk nie spalić całej koszuli….
d) e) f) … itd.

W końcu podjąłem męską decyzję – prasuję jedynie przód, reszty nie będzie widać pod marynarką.
Lepsza połowa co chwila wyglądała z kuchni dmuchając na paznokcie i z politowaniem kiwała głową.

Ok… lepiej już nie będzie stwierdziłem i odłożyłem żelazko.

Patrzyłem na siebie w lustrze, ach, ach, och, och.. róż i bransoletka komponowały się idealnie. W myślach już konwersowałem z Panią Kasią o wysmakowanym doborze kolorów, o tym że bohema (i ja jako ostatni jej przedstawiciel) nosi się na różowo gdy…
oświetyjackuzoierogami!….

To było jak grzmot… hałas o 100tys decybeli rozległ się w pokoju. Jednocześnie poczułem swąd … jakby tysiąc piłkarzy zdjęło buty po międzynarodowym meczu Polska-Afryka, granym w samo południe na boisku na równiku kuli ziemskiej….

Dwa słowa – żelazko i deska… znaczy się żelazko włączone… a skąd miałem wiedzieć że to nie wyłącza się samoczynnie? 🙁

Paznokci na plecach nie poczułem, kolacji nie dostałem i jeszcze musiałem spać w zadymionym pokoju … no i czeka mnie zakup nowego żelazka.

Ale koszula została uprasowana, bransoleta pieczołowicie złożona w pudełeczku i w kartoniku leży obok na nocnym stoliku – zatem bilans dnia jest dodatni 🙂

TUTAJ możesz pobrać opowiadanie do wydruku.

Autor opowiadania: Marcin

REKLAMA


2 thoughts on “Opowiadanie – Chłopaki nie płaczą cz.1 i 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.